
Kilka słów prawdy o tym blogu...
Umieszczam tu różne, różniste twory swojego zestresowanego, sfrustrowanego umysłu. Jak się komuś spodoba - miłej zabawy, jak nie - żegnam oschle i ozięble ;)
Uprasza się o zachowanie minimum przyzwoitości w komentarzach.
Ok, to chyba tyle. Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
Uprasza się o zachowanie minimum przyzwoitości w komentarzach.
Ok, to chyba tyle. Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
23 lutego 2009
13 lutego 2009
09 lutego 2009
Śledztwo
Mam wątpliwy zaszczyt przedstawić Państwu wątpliwej jakości sztukę pod wątpliwie chwytliwym tytułem: ”Śledztwo”.
Występują:
• Detektyw Arbuz,
• Detektyw Kapusta,
• Trup bez głowy,
• Bezlitosny Morderca,
• Tłum gapiów (z powodu drastycznego cięcia kosztów w role tłumu gapiów wcielił się woźny z pobliskiego gimnazjum),
• Opinia publiczna,
• Bakterie Salmonelli.
(Wczesny poranek w pewnym mieście. Pośrodku miasta leży trup bez głowy. Nad nimi pochyleni w ciszy i skupieniu Detektyw Arbuz, Detektyw Kapusta i Bezlitosny Morderca. Wokół nich technicy udający, że ciężko pracują, oraz tłum gapiów. W tle ćwierka wróbelek Elemelek. W powietrzu unosi się nieciekawy zapach z pobliskiej przetwórni ryb.)
Detektyw Arbuz: (z pewnością w głosie)
To trup.
Detektyw Kapusta: (bez pewności w głosie)
Za szybko wyciągasz wnioski. Może tylko udaje trupa? Może to jakiś performance? Wiesz, jacy są artyści...
Detektyw Arbuz:
Wiem, co mówię Kapusta. Medycyna zna takie przypadki. Czytałem o tym niedawno. Dekapitacja może przyczynić się do zgonu.
Detektyw Kapusta:
Jednak dla pewności sprawdzę.
(sprawdza puls, mierzy ciśnienie i siły na zamiary)
Masz racje. To trup.
Jak myślisz, to samobójstwo?
Bezlitosny Morderca:(nieśmiało)
To morderstwo.
(po tym stwierdzeniu zapada pełna napięcia cisza,
przerywana jedynie odgłosami pracy młota pneumatycznego)
Detektyw Arbuz: (zirytowany)
Skąd Pan to wie?!
A tak w ogóle, to kim Pan jest i jakim prawem miesza mi się w śledztwo?!
Bezlitosny Morderca:
(jeszcze bardziej onieśmielony napastliwym tonem głosu detektywa Arbuza)
Bo to ja go zabiłem.
Tłum gapiów: (zamarł w bezruchu)
(na miejsce zdarzeń przybywa opinia publiczna i zaczyna okupować pobliski hipermarket, gdyż rozpoczyna się wiosenna wyprzedaż odmrażaczy do zamków)
Detektyw Arbuz:
(zerkając ukradkiem na Detektywa Kapustę, z którym dzieje się coś niedobrego)
Tu się Pan myli. Z ustalonego przeze mnie, w trudzie i znoju, związku przyczynowo-skutkowego jasno wynika, że denat stracił głowę dla kobiety.
Tłum gapiów: (odmarł z bezruchu)
Detektyw Kapusta:
(doznaje projekcji astralnych, prowadząc jednocześnie spór egzystencjalny ze swoim ego, superego i alterego. Detektyw Arbuz jawi mu się jako maleńka cząstka świata materii, pogrążona w niezmierzonej otchłani wszechświata, rozpaczliwie szukająca sensu bytu w chaosie nieskończoności)
Opinia publiczna:
(powraca z hipermarketu, obładowana siatkami pełnymi odmrażaczy do zamków i jogurtów prosto z krzaczka, domagając się codziennej porcji sensacji i ukarania winnych)
Bezlitosny Morderca: (nie wierzy w to, co słyszy)
Przecież przyznałem się do zbrodni! Co jeszcze powinienem zrobić by zostać ukaranym?
Detektyw Kapusta:
(gwałtownie przywrócony do rzeczywistości z powodu dolegliwości gastrycznych, wywołanych bakterią Salmonneli)
Limity na zbrodnie i przestępstwa gospodarcze już nam się wyczerpały, ale może Pan się przyznać do nielegalnego rozpowszechniania utworów muzycznych w sieci.
Bezlitosny Morderca: (przyznaje się)
Detektyw Arbuz: (aresztuje go)
Detektyw Kapusta: (zwalnia się z pracy, by poświęcić się kontemplacji i leczeniu Salmonelli,
przy pomocy szyszek i platikowych koralików)
Opinia publiczna:
(zasiada przed telewizorem, by obejrzeć kolejny odcinek serialu:
„Jak pory roku Vivaldiego, zmienia się światło w Twoich oczach,
powiedz mi życie coś miłego,
nie pędź tak proszę, daj odpocząć.”)
Życie: (nie daje odpocząć)
Występują:
• Detektyw Arbuz,
• Detektyw Kapusta,
• Trup bez głowy,
• Bezlitosny Morderca,
• Tłum gapiów (z powodu drastycznego cięcia kosztów w role tłumu gapiów wcielił się woźny z pobliskiego gimnazjum),
• Opinia publiczna,
• Bakterie Salmonelli.
Akt 1
(Wczesny poranek w pewnym mieście. Pośrodku miasta leży trup bez głowy. Nad nimi pochyleni w ciszy i skupieniu Detektyw Arbuz, Detektyw Kapusta i Bezlitosny Morderca. Wokół nich technicy udający, że ciężko pracują, oraz tłum gapiów. W tle ćwierka wróbelek Elemelek. W powietrzu unosi się nieciekawy zapach z pobliskiej przetwórni ryb.)
Detektyw Arbuz: (z pewnością w głosie)
To trup.
Detektyw Kapusta: (bez pewności w głosie)
Za szybko wyciągasz wnioski. Może tylko udaje trupa? Może to jakiś performance? Wiesz, jacy są artyści...
Detektyw Arbuz:
Wiem, co mówię Kapusta. Medycyna zna takie przypadki. Czytałem o tym niedawno. Dekapitacja może przyczynić się do zgonu.
Detektyw Kapusta:
Jednak dla pewności sprawdzę.
(sprawdza puls, mierzy ciśnienie i siły na zamiary)
Masz racje. To trup.
Jak myślisz, to samobójstwo?
Bezlitosny Morderca:(nieśmiało)
To morderstwo.
(po tym stwierdzeniu zapada pełna napięcia cisza,
przerywana jedynie odgłosami pracy młota pneumatycznego)
Detektyw Arbuz: (zirytowany)
Skąd Pan to wie?!
A tak w ogóle, to kim Pan jest i jakim prawem miesza mi się w śledztwo?!
Bezlitosny Morderca:
(jeszcze bardziej onieśmielony napastliwym tonem głosu detektywa Arbuza)
Bo to ja go zabiłem.
Tłum gapiów: (zamarł w bezruchu)
(na miejsce zdarzeń przybywa opinia publiczna i zaczyna okupować pobliski hipermarket, gdyż rozpoczyna się wiosenna wyprzedaż odmrażaczy do zamków)
Detektyw Arbuz:
(zerkając ukradkiem na Detektywa Kapustę, z którym dzieje się coś niedobrego)
Tu się Pan myli. Z ustalonego przeze mnie, w trudzie i znoju, związku przyczynowo-skutkowego jasno wynika, że denat stracił głowę dla kobiety.
Tłum gapiów: (odmarł z bezruchu)
Detektyw Kapusta:
(doznaje projekcji astralnych, prowadząc jednocześnie spór egzystencjalny ze swoim ego, superego i alterego. Detektyw Arbuz jawi mu się jako maleńka cząstka świata materii, pogrążona w niezmierzonej otchłani wszechświata, rozpaczliwie szukająca sensu bytu w chaosie nieskończoności)
Opinia publiczna:
(powraca z hipermarketu, obładowana siatkami pełnymi odmrażaczy do zamków i jogurtów prosto z krzaczka, domagając się codziennej porcji sensacji i ukarania winnych)
Bezlitosny Morderca: (nie wierzy w to, co słyszy)
Przecież przyznałem się do zbrodni! Co jeszcze powinienem zrobić by zostać ukaranym?
Detektyw Kapusta:
(gwałtownie przywrócony do rzeczywistości z powodu dolegliwości gastrycznych, wywołanych bakterią Salmonneli)
Limity na zbrodnie i przestępstwa gospodarcze już nam się wyczerpały, ale może Pan się przyznać do nielegalnego rozpowszechniania utworów muzycznych w sieci.
Bezlitosny Morderca: (przyznaje się)
Detektyw Arbuz: (aresztuje go)
Detektyw Kapusta: (zwalnia się z pracy, by poświęcić się kontemplacji i leczeniu Salmonelli,
przy pomocy szyszek i platikowych koralików)
Opinia publiczna:
(zasiada przed telewizorem, by obejrzeć kolejny odcinek serialu:
„Jak pory roku Vivaldiego, zmienia się światło w Twoich oczach,
powiedz mi życie coś miłego,
nie pędź tak proszę, daj odpocząć.”)
Życie: (nie daje odpocząć)
KONIEC
Etykiety:
R jak różne rzeczy
01 lutego 2009
Glonozaur Ambroży i świat magii cz. 1
Odsłona 4
Każdy z nas kiedyś coś stracił. Nawet jak strata jest niewielka i w zasadzie można nad nią przejść do porządku dziennego, to tkwi w nas to irytujące uczucie, że jesteśmy na minusie.
Było a teraz nie ma. Oczywiście czasem można dostrzec w tym jakiś pozytywny aspekt, ale w przypadku utraty telefonu, portfela, zegarka i pary nowych butów jest to dość trudne. Toteż Ambroży nawet nie próbował, gdy wrócił ze spaceru po cieszącej się najgorszą sławą dzielnicy w mieście.
Czasami bywa też tak, że przy okazji straty coś zyskujemy. Ambroży zyskał wstrząs mózgu, złamanie nadgarstka i pękniecie dwóch żeber. No i oczywiście bezcenną wiedzę, co konkretnie oznacza zwrot: „znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie”
Trudno nam było ocenić czy bilans wyszedł na zero.
Po tych przeżyciach Ambroży zmienił się, rzecz jasna na gorsze. Nie chciał myć naczyń. Podjęliśmy wszelkie kroki by zrozumiał, jak niewłaściwie postępuje, ale podtapianie go w zlewie nie przyniosło pożądanych efektów.
Zdecydowaliśmy więc, że musimy zwrócić się do kogoś o pomoc. Napisaliśmy w tym celu list do Ministerstwa Magii by przysłali nam kogoś, kto przekona Ambrożego, że powinien dostosować się do panujących w naszym domu reguł.
Ministerstwo przysłało nam Harrego Pottera.
Jak tylko stanął w progu stwierdziliśmy, że jest za fajny by rozmawiać z Ambrożym, więc zamknęliśmy glonozaura w toalecie, uprzednio go związując i kneblując.
Reszta dnia upłynęła nam wspaniale. Harry opowiadał nam o świecie magii, spiliśmy się jak świnie, potem Harry wyczarował kolejne trzy skrzynki piwa, striptizerki i zrobił pokaz sztucznych ogni. Harry to świetny gość! Pozwolił sobie nawet wytatuować ogromnego węża na plecach - super to wyglądało. Harry co prawda coś tam później bełkotał, że ma jakiś problem z wężami ale uspokoiliśmy go, że alergię to ma dziś co trzeci człowiek.
C.d.n
Etykiety:
G.A
21 stycznia 2009
20 stycznia 2009
Glonozaur Ambroży i trudy nauki
Odsłona trzecia
Są na tym świecie osoby, którym udaje się niemal wszystko. Wystarczy, że coś sobie postanowią i przy odrobinie wysiłku osiągają to. Ot, takie zdolne bestie. Ambroży był przekonany, że również zalicza się do tego grona szczęśliwców, odkąd nauczył się obsługiwać kalkulator.
Uznał jednak, że to za mało żeby odnieść Wielki Sukces, więc w celu nabycia nowych umiejętności postanowił udać się do Teksasu, gdzie miał czekać jego guru.
Próbowaliśmy go odwieść od tego pomysłu, lecz daremny był nasz trud!
Uparł się skubany i pojechał.
Ale zanim dotarł do celu przeżył mnóstwo niezwykłych przygód. Jedną z nich był pobyt w ekwadorskim więzieniu. Wypuszczony po paru miesiącach, oczyszczony z zarzutów o przemyt narkotyków, wyruszył w dalszą podróż. To doświadczenie odcisnęło jednak wyraźny ślad na jego psychice. Do dziś dziwnie reaguje na widok męskich toalet. O pozostałych przygodach nie chciał mówić. Nie przejęliśmy się tym, bo i tak nam opowie. Właśnie dla takich okazji trzymamy w domu paralizator.
Po przylocie Ambroży, w tłumie postaci równie bezbarwnych jak on sam, błyskawicznie dostrzegł tego, kto miał go nauczyć umiejętności gwarantującej osiągnięcie sławy i bogactwa.
Tak, nie mylicie się. To był Cordell Walker we własnej osobie. Strażnik Teksasu.
-Walker!
-Ambroży!
Powitanie było bardzo serdeczne. Ambroży był wniebowzięty. Myśl o tym, że Walker nauczy go słynnego kopniaka z półobrotu wywołała u niego stan euforii.
- Kiedy zaczynamy? - spytał niecierpliwie.
- Możemy nawet teraz. – odparł Walker.
- Super! - ucieszył się Ambroży. – To do roboty!
Cios z półobrotu, który sekundę później dotarł do jego szczęki, zapewnił mu zwiedzanie pobliskich galaktyk przez dobrą godzinę.
Gdy już odzyskał przytomność ujrzał nad sobą Walkera.
- I jak? Już umiesz? – spytał Strażnik Teksasu – Czy powtórzyć?
Okazało się, że na oddziale chirurgii szczękowej w pobliskim szpitalu mają bardzo ładne pielęgniarki.
Etykiety:
G.A
19 stycznia 2009
18 stycznia 2009
Kobiety, mężczyźni, zakupy...
Szczerze mówiąc, nie wiem sama.
Czy sukienka jest za mała?
A ten kolor mi pasuje?
Może włosy przefarbuje?
Co ty myślisz misiu mój?
To jest odpowiedni krój?
Czemu nic nie odpowiadasz?
Z kolegami tyle gadasz...
Jak mi masz doradzić coś,
to od razu tracisz głos.
Czy te paski wyszczuplają?
Ładnie talię podkreślają?
Powiedz że coś do cholery,
przymierzyłam ich ze cztery.
Nie podoba ci się żadna,
czy we wszystkim jestem ładna?
A spójrz na to! Nie! Na buty!
Czy powinnam takie kupić?
Obcas ci się nie podoba?
Ty się nie znasz, taka moda.
Te za drogie? Misiu, proszę…
Wiesz, że takie właśnie noszę.
Dość mam tego, ja wychodzę.
Już Cię pewnie nie obchodzę.
Zapamiętaj to mężczyzno!
Wniosek z wiersza jest ponury.
Czekać będą cię tortury,
jeśli będziesz taki głupi,
by pójść z babą na zakupy.
Etykiety:
Los wierszos
Glonozaur Ambroży doznaje olśnienia
Odsłona druga
Stać się KIMŚ to nie jest taka prosta sprawa, o czym Ambroży miał się wkrótce boleśnie przekonać.
Po zrobieniu bilansu wszystkich swoich wad i zalet zemdlał. Powód tej chwilowej niedyspozycji okazał się prozaiczny. Otóż poziom toksyn wydobywający się z jego śmierdzących trampek przekroczył wszelkie dopuszczalne normy. Gdy zamykaliśmy drzwi za ekipą usuwającą niebezpieczne odpady, Ambroży ocknął się i przyjrzał swojemu dziełu.
Jedna strona zestawienia świeciła pustką, co okazało się na tyle irytujące, że zagrał na niej w kółko i krzyżyk, po czym poszedł sprawdzić czy go nie ma gdzieś indziej.
Okazało się, że był na kanapie przed telewizorem.
Gdy upłynęła mu 5 godzina spędzona na oglądaniu kanału Telezakupy Mango, Ambroży gwałtownie poderwał zadek z kanapy i zapytał:
- Może złożymy się na Vibro 10000? To takie fajne urządzenie wibracyjno-rotacyjne – dodał z powagą w głosie.
Nie wiem kto rzucił w niego popielniczką, ale śmialiśmy się z tego z pół godziny.
Tak, Ambroży zawsze umiał nas rozbawić do łez, pod tym względem był bezkonkurencyjny.
Bliskie spotkanie z tym zidentyfikowanym i z zasady nie latającym przedmiotem okazało się dla Ambrożego przełomowym wydarzeniem. Nie zważając na coraz większą opuchliznę w okolicy lewego oka, złapał, tym razem żółty, przeciwdeszczowy płaszczyk, zarzucił go niedbale na grzbiet, spojrzał na nas z triumfem i oznajmił:
- Potrzebuję autorytetu, kogoś, kto wskaże mi właściwą, życiową drogę i pomoże odnieść sukces. Idę go poszukać.
Poszarpał się chwilkę z drzwiami, przekręcił drugi raz zamek, co zaowocowało ich otwarciem i wybiegł.
- Dlaczego ubrał przeciwdeszczowy płaszcz? Przecież nie pada. – zapytał ktoś.
- Ale może padać – odpowiedziała uśmiechnięta pogodynka z TVN Meteo.
Wyłączyliśmy telewizor.
Etykiety:
G.A
17 stycznia 2009
16 stycznia 2009
Glonozaur Ambroży (G.A) kontra reszta świata
Odsłona pierwsza
Przychodzą takie momenty w życiu każdego Glonozaura, że zaczyna się zastanawiać, dlaczego nikt, poza jego najbliższym otoczeniem, składającym się najczęściej z niego samego (bywają wyjątki, ale niezmiernie rzadkie) nie wie o jego istnieniu.
Dochodzi więc do zaskakujących wniosków. Ambroży niczym się nie różni od innych Glonozaurów, więc i do niego dotarła w końcu ta nieprzyjemna prawda, że jest nikim.
Popadł więc w przygnębienie.
Ponieważ jak Ambroży jest przygnębiony, to mniej je i dużo śpi, więc mamy z nim spokój. Aby jednak zagwarantować sobie, że ten stan nie minie mu za szybko, przeprowadziliśmy w mieście X ankietę.
Zapytaliśmy 100 przypadkowych przechodniów czy kogokolwiek to obchodzi, że Ambroży jest nikim i jest mu przykro z tego powodu.
90 procent ankietowanych odpowiedziało, że nie, 5 procent stwierdziło, że nie ma zegarka, 3 procent opowiedziało się za jak najszybszym wprowadzeniem rządowych gwarancji dla wszystkich depozytów bankowych, jeden gość usiłował mi sprzedać piracką kopie Windows Vista (dzięki serdeczne chłopie, nawet za dopłatą tego nie wezmę) a pewna miła pani przekonała mnie, że Jezus mnie kocha (super).
Wyniki ankiety pokazaliśmy Ambrożemu. Jego reakcja zaskoczyła wszystkich.
- Czas to zmienić – stwierdził, po czym ubrał ten swój obleśny, zielony płaszczyk i wyszedł.
Nieobecność Ambrożego okazała się kolejnym, dobrym powodem żeby się napić.
Etykiety:
G.A
Historia pewnego poranka
Kiedy ranne wstają zorze
znów wstać muszę – o mój Boże.
Dzwoni budzik, o cholera!
Jedno oko się otwiera,
ale mózg głęboko śpi
i nie wstawać każe mi.
Dzwoni budzik drugi raz.
Wstawaj, już najwyższy czas!
(Nienawidzę sukinsyna,
gdy jazgotać znów zaczyna).
Więc odrywam z trudem głowę
od podusi mej puchowej,
czule żegnam się z kołderką,
taką ciepłą, taką miękką….
Patrzę w okno, znów deszcz pada,
lecz wstać muszę, trudna rada.
Humor mam jak na pogrzebie,
lecz pokonać muszę siebie.
Iść mi trzeba do roboty,
ale nie mam dziś ochoty.
Choć poranek wita mnie
lecz mu chyba powiem NIE!
I niech się dzieje co chce,
ja dalej śpię.
Spało się cudnie,
Wstało w południe.
Etykiety:
Los wierszos
Subskrybuj:
Posty (Atom)












